"Naka no hito genome"- czyli jak uratować całe anime jedną prostą rzeczą (Recenzja)
Naka no hito znalazłem przez przypadek, jednak urzekła mnie kreska i postanowiłem bliżej przyjrzeć się temu tytułowi.
Fabuła w wielkim skrócie
Historia opowiada o ośmiu osobach, które przez streamowanie gry (pod takim samym tytułem jak omawiane dziś przeze mnie anime) przeniosły się na tajemniczą wyspę, której to strzeże dziwny mężczyzna w masce alpaki.
Brzmi dziwnie? To nie wszystko! Gracze muszą też robić zadania, które to z odcinka na odcinek stają się bardziej niebezpieczne i trudne, a wszystkie ich poczynania transmituje na żywo strażnik gry.
Fabuła
Sam pomysł na anime jest dosyć prosty, w końcu na rynku japońskim nie brak nam gier i anime opierających się o motyw niebezpiecznej/morderczej gry (takich jak Danganronpa), więc jak można by się spodziewać nie jest to jakieś przewybitne anime, choć nie jest też słabe, co postaram się wam udowodnić w następnych wersach mojej recenzji.
Początek pierwszego odcinka mocno mnie zawiódł, bo po opisie oczekiwałem czegoś więcej,
oczekiwałem czegoś mroczniejszego i pełnego krwi.
I chociaż po pierwszym odcinku byłem mocno skonfundowany, to im dalej w las tym lepiej!
Co prawda jak wcześniej wspomniałem nie jest to anime, które określiłbym mianem mongolskiej bajki roku, to świetnie bawiłem się śledząc poczynania naszych bohaterów (o bohaterach będzie później) i kilka razy zdarzyło się mi nawet uśmiechnąć.
Muzyka
Muzyka w The Ones Within jest całkiem w porządku, chociaż czasami miałem wrażenie, że twórcy mają tylko kilka audio do wyboru i wpychają je nawet wtedy, kiedy dany moment ma być straszniejszy.
Opening również jest ciekawy, bo (mimo całkiem niezłej piosenki początkowej) użyto tu zabiegu szczegółowego przedstawienia postaci w klatkach openingu (co według mnie jest świetne, bo mogłem sobie sprawdzić ile np. wzrostu ma moja ulubiona postać).
Grafika
O grafice nie będę się zbytnio rozpisywał, bo to wszystko zależy od gustu oglądającego.
Mnie przypadła do gustu, chociaż czasami była zbyt kreskówkowa, ale ogólnie rzecz biorąc to jest w porządku.
Postacie
I wreszcie doszliśmy do punktu, w którym The Ones Within radzi sobie najlepiej.
Postacie są po prostu świetne! A najlepsze jest to, że da się z nimi utożsamić.
Każda z postaci jest inna i myślę, że niemożliwe jest tutaj nie lubić nikogo.
(Chociaż moją faworytką jest Yuzu, która ma mnóstwo świetnych momentów z Karin, które to często wywoływały szeroki uśmiech na mojej ponurej twarzy).
Większość postaci jest szablonowa, jednak po prostu wierzy się w nie i w to co robią.
Podsumowanie
Czy poleciłbym tę animacje znajomym? Raczej tak, choć zależy komu, bo amatorzy walk i szybkiej akcji będą znudzeni oglądając naszych streamerów.
Czy żałuję spędzonego czasu na Naka no hito genome?
Zdecydowanie nie, bo ta krótka (nie zapominajmy o tym, że bajka ma tylko 12 odcinków) produkcja przyciągnęła mnie do siebie swoją prostotą, jak i genialnymi postaciami!
Myślę, że jest to niedoceniane dzieło i z całego serduszka trzymam kciuki za to, żeby kiedyś powstał drugi sezon.
Podsumowując - jeśli szukacie szybkiego anime na raz, przy którym nie trzeba napinać swoich neuronów w celu rozwiązania zagadki, jak i nie szukacie krwawej bitki z mnóstwem ecchi to The Ones Within będzie idealną produkcją dla was!



Spoko napisane jest. Pisze więcej takich recenzji bo fajnie się czyta.
OdpowiedzUsuń